Przerwanie milczenia – część 2

Kilka razy wspominałam już, że około trzy miesiące przed rozpoczęciem terapii, zakupiłam Podręcznik dla DDA „Czas uzdrowić swoje życie” (Timmen L. Cermak, Jacques Rutzky). To było moje pierwsze zetknięcie się z DDA „oko w oko”, a zarazem pierwszy krok w kierunku przerwania milczenia. Jak to zrobić? Jak dojść do prawdy? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie.

To, że tu jesteście, czytacie moje wpisy oznacza, że również podejmujecie swój pierwszy krok na drodze do zdrowienia. Jeśli nie jesteście DDA, to znaczy, że nie jesteście obojetni wobec tego tematu, co również napawa mnie optymizmem pod względem postrzegania DDA w społeczeństwie.

Ćwiczenie 1

Przygotuj sobie kartkę papieru lub jeśli wolisz przeznacz na te ćwiczenia zeszyt czy notatnik. Ważne jest, abyś miał miejsce na swoje zapiski. Celem tego ćwiczenia jest dojście do Twoich myśli i odczuć, które dotąd odsuwałeś od siebie albo bałeś się pokazać. Dobrze jest przeznaczyć na to dłuższą chwilę. Zadbaj o to byś czuł się bezpiecznie i nikt Ci nie przeszkadzał.

Nie zwracaj uwagi ani na gramatykę ani na styl. Pozwól, aby słowa wydobywały się swobodnie. To tylko kilka pytań. Jeśli masz wrażenie, że się spieszysz lub chcesz coś pominąć „bo nie warto tego zapisywać” , zatrzymaj się na chwilę i przypatrz się temu. Jeśli jednak czujesz, że to dla Ciebie zbyt wiele, zostaw sobie to pytanie (lub nawet całe ćwiczenie) na później. Podczas wykonywania tego ćwiczenia zachęcam Cię do skorzystania z listy uczuć (w wersji książkowej jest nieco szersza, ale tyle na początek wystarczy).

  1. Jakie emocje odczuwasz, kiedy masz już długopis w ręku? Czy czujesz co dzieje się z Twoim ciałem (np. ściskanie w klatce piersiowej, ściśnięte gardło, przyspieszone bicie serca, drapanie się)?
  2. Jakie wspomnienia przychodzą Ci do głowy, kiedy Twój ojciec lub matka, babcia, dziadek, rodzeństwo czy inni krewni w sposób pośredni lub bezpośredni zabraniali mówić o alkoholizmie rodziny? Przed jakimi konsekwencjami Cię przestrzegali?
  3. O jakiej sytuacji z dzieciństwa wciąż pamiętasz, ale nie opowiedziałeś o niej nikomu mimo podejmowanych prób?
  4. Co się wydarzyło kiedy starałeś się z kimś porozmawiać?
  5. Czy modliłeś się lub marzyłeś o tym, aby ktoś dowiedział się o problemach w Twojej rodzinie i uratował Cię?
  6. Czy marzyłeś o posiadaniu tajemnej mocy? Na czym miała ona polegać?
  7. Jakie marzenie trzymało Cię przy życiu?
  8. Jakie masz oczekiwania wobec siebie i swojego zdrowienia?
  9. Jak zmieni się Twoje życie i Twojej rodziny?
  10. Co chciałbyś uzyskać?

Wróć do obecnych czasów. Jesteś dorosły. Być może pierwszy raz w życiu ktoś dorosły wysłuchał Twojego dziecięcego głosu. Możesz być z siebie dumny!

Też przez to przechodziłam

Jak zawsze mam dla Was coś od siebie. Powyższe ćwiczenie wykonane przeze mnie. Tym razem wycinki z Dziennika, rok 2013:

Polecenie wydaje się być proste, jednak jego wykonanie nie jest już takie łatwe. Wielokrotnie przykładałam długopis do kartki mając nadzieję, że tym razem coś się zacznie. Zaczęło się. Serce mi wali jak młotem. Odczuwam w gardle dziwny ucisk. Myślę, że byłoby gorzej, gdybym nie pisała wcześniej pamiętników. Uderzyło we mnie gorąco. Nie wiem z jakiego powodu.

Wszystko za co się zabiorę wydaje się bezsensowne. Wolę żyć bezpiecznie. Wegetować. Tłumić. Spychać. Jak długo?

Nie przypominam sobie, by moi bliscy mówili bezpośrednio o alkoholizmie. Ojciec nigdy o tym nie wspomniał. Z resztą to on był źródłem tego chaosu. Kiedy szedł do sklepu po alkohol, zabierał mnie ze sobą i kupował mi coś, co kierowało moją uwagę gdziekolwiek indziej niż na puszkę piwa w jego ręku czy butelkę wódki krytą pod kurtką. Zawsze miałam coś z jego picia. Jego strategia była efektywna. Mamie opowiadałam o nowej zabawce, a nie o tym ile i czego tata się napił.

Mama nigdy wprost nie powiedziała, że mówienie o tym, co się dzieje w domu w związku z alkoholem, jest zakazane. Nie miało to miejsca, ponieważ, jej zdaniem, wszystko powinno pozostać w domu. Za jego chłodnymi murami. Na myśl przychodzi mi coś takiego: „koleżankom NIE WOLNO mówić WSZYSTKIEGO, można porozmawiać o tym, co tam w szkole, o zainteresowaniach, a nie muszą wiedzieć co się tu dzieje, BO później będą gadać i śmiać się za plecami”.

Alkoholizm można podciągnąć pod to „wszystko”. Było milczenie. Mogę postawić „ptaszek” obok tego pojęcia.

Zawsze miałam kilka zaufanych osób, które o tym wiedziały (nie posłuchałam mamy), ale przecież nie zawsze wiedziałam, że ojciec jest alkoholikiem. Nie nazywałam rzeczy po imieniu. Nie mam pojęcia co mi na to nie pozwalało. Powinnam się nad tym zastanowić. Nie miałam odpowiedniej definicji. W domu było dwóch Dariuszów, automatycznie dwie Kasie, dwie Agnieszki. Kiedy myślałam, że to już koniec, kiedy ojciec przestawał pić, to wracało z podwójną siłą.

Zastanawiam się też czy to ja sama „przerwałam milczenie” czy dopiero mnie to czeka? Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę tylko informowałam znajomych kim jest mój ojciec. Kierowałam w ich stronę jeden wyraźny komunikat: „MÓJ OJCIEC JEST ALKOHOLIKIEM”. Rzadko mówiłam o tym, co w związku z tym czuję. W większości przypadków ten komunikat miał następujące znaczenie: „Mój ojciec jest alkoholikiem. Jestem złym człowiekiem. Lepiej się ze mną nie zadawaj lub udowodnij mi, że jestem warta tej relacji”.

Po tym krótkim ćwiczeniu zauważyłam też, że wcale nie piszę o swoich uczuciach, a jedynie przywołuje jakieś myśli, które ubieram w zdania. Ani razu nie użyłam słowa z „Listy Uczuć”.

W mojej głowie zrodził się nawet pomysł, by wprost zapytać matkę, czy w dzieciństwie zabraniała mi mówić o alkoholizmie ojca, ale zanim jeszcze wstałam poczułam przeraźliwy paraliżujący lęk. Mimo wszystko, wstałam. Zaparłam się, że pójdę i zapytam. Mama była w łazience. Stanęłam w drzwiach. Zapytała co przygotujemy na kolację. Zaiste scena filmowa. W zaledwie minutę zostałam sprowadzona do pozycji dziecka. Łzy stanęły mi w oczach. Udało się to ukryć.

Kiedy mówię o wydarzeniach z mojego dzieciństwa, przedstawiam je w taki sposób jakby to były śmieszne historie z życia jakiejś dziewczyny, a prawdziwe uczucia ukrywam gdzieś głęboko. Czasami robię to automatycznie, czasami się waham. Opisuje te wydarzenia jakby mnie w ogóle nie dotyczyły. Spycham to w niepamięć.

Opowiadając o tym, jak wygląda moja sytuacja rodzinna, obserwowałam reakcje innych, które były różne. Jedni bagatelizowali problem, drudzy nie wiedzieli lub nie rozumieli, o czym mówię. Chciałam być jak inne dzieci. Rozmawiać o grach, szkole, zabawie. Wyskoczenie z jakimś tekstem o ojcu pewnie pozbawiłoby mnie, i tak nielicznych już, znajomych. Na lata.

Czuję się sfrustrowana, bo nie potrafię sobie tego wszystkiego przypomnieć. Wiem, że to we mnie jest. Jedne z gorszych reakcji innych ludzi to:

  • „Marudzisz, a masz dobrze”;
  • „Inni mają gorzej”;
  • „Masz świetną mamę. Na wszystko Ci pozwala”.

Wielokrotnie modliłam się z błaganiem, by ojciec już nie pił. Ja będę grzeczna, będę się słuchała mamusi, będę miała dobre oceny w szkole, tylko Boże spraw, żeby tata już nie pił. Ja zrobię wszystko. Tygodnie mijały, a z ojcem było coraz gorzej. Przestałam wierzyć, że ktokolwiek się mną przejmuje.

Myślałam, że jak będę dobrą córką, to uratuję tatusia, a mamusia będzie szczęśliwa. Nie mogę tego teraz połączyć, ale kiedyś myślałam, że to wszystko przeze mnie. Nadal tak myślę, chociaż to nielogiczne.

Czy marzyłam o posiadaniu jakiejś magicznej mocy? Oczywiście! Pierwsza jaka przychodzi mi na myśl, to moc znikania. Słyszałam, że gdy kilkuletnie dzieci chowają się pod kocem, myślą, że ich nie ma. Tego właśnie chciałam. Zniknąć. Nie słyszeć kłótni rodziców.

Moc druga to moc uzdrawiania. Wiadomo kogo. Wiadomo od jakiej choroby.

Marzyłam też o tym, że kiedyś będę dorosła, a wtedy „oni” nie będą mieli na mnie żadnego wpływu i wyprowadzę się jak najdalej, będę znaną i zdolną artystką. A może takie marzenie, że stanie się cud nad Regą i ojciec przestanie pić? Mam wrażenie, że po prostu żyłam z dnia na dzień – zepchnęłam to na drugi plan. Nie mogę sobie tego teraz przypomnieć. Fantastycznie… W momencie kiedy powinnam to odkopać, nie potrafię tego zrobić, a kiedy jest nieodpowiedni moment, pojawia się znikąd jak ninja.

Boję się oczekiwać czegokolwiek od ludzi.

Dlaczego zajrzałam do Zielonego Podręcznika? Chciałabym, by pomogło mi to być dorosłą osobą. Chcę umieć rozmawiać z ludźmi o swoich uczuciach. Chcę umieć rozwiązywać konflikty ze swoim partnerem w dobry i pokojowy sposób, by nie osaczały mnie natarczywe myśli o tym, że zostanę sama, bo mam fioletową bluzkę. Dużo bym chciała, a nie wiem, co z tego wyjdzie. Jeżeli kontakt z rodzicami ma być jakimkolwiek elementem terapii – polegnę…

Wstydzę się. To ojciec powinien chodzić na terapię, nie ja.

Najbardziej chciałabym się pozbyć lęku przed obcymi ludźmi, nieznanymi miejscami, nowymi sytuacjami. Na razie czuję, że nie jestem odpowiednio przygotowana do życia, chociaż wielu ludzi uważa, że jest inaczej. Nie wiem czy to z uwagi na moje zaburzone postrzeganie własnej osoby czy też niepełny obraz posiadany przez innych ludzi.

Już od miesiąca zabieram się za analizowanie Zielonego Podręcznika. Najgorsze jeszcze przede mną – zapisać się na terapię.

Ćwiczenie 2

Wspomniałam w ostatnim wpisie, że są różne poziomy systemu zaprzeczeń. Teraz przyjrzymy się kilku stwierdzeniom, które nie pozwalają Ci na przyjęcie prawdy o Twojej rodzinie. Staraj się zapisywać swoje myśli, odczucia, refleksje podczas analizowania tych stwierdzeń.

POZIOM I – Zaprzeczenia alkoholizmowi rodzica

Chronisz rodziców, kiedy inni ludzie wskazują na ich uzależnienie. Okłamujesz rodzinę, przyjaciół, osoby ze swojego otoczenia, żeby ich chronić. Stanowczo zaprzeczasz, a nawet możesz być takim „zarzutem” oburzony.

Usprawiedliwiasz picie rodziców:

  • „Mają prawo się zrelaksować”,

  • „Są na urlopie, więc dlaczego nie?”,

  • „Nikogo tym nie krzywdzą”.

Ukrywasz picie rodziców przed innymi ludźmi:

  • „Tata jest chory”,

  • „Mamy nie ma w domu”,

  • „Niestety tacie wypadło coś ważnego i nie pojawi się na spotkaniu”.

Minimalizujesz ilość spożywanego alkoholu oraz jego skutki:

  • „Ona pije tylko wino”,

  • „Pije tylko w weekend”,

  • „Przecież nigdy mnie nie uderzył”,

  • „Nigdy nie miał wypadku”.

Używasz eufemizmów, aby nie mówić wprost:

  • „Pije dla towarzystwa”,

  • „Lubi wypić”,

  • „Lubi się zabawić”,

  • „Lubi się zrelaksować”,

  • „Ma mocną głowę”.

POZIOM II – Zaprzeczanie wpływu alkoholizmu rodziców na Twoje życie

Próbujesz odciąć się od swojego dzieciństwa, a więc także od picia rodziców. Nadal ich ochraniasz, a całą odpowiedzialność bierzesz na siebie:

  • „Nigdy nie byłam grzeczna”,

  • „Byłem trudnym dzieckiem”,

  • „Sprawiałam bardzo dużo kłopotów, a mama wychowywała mnie samotnie”.

Możesz też nie mieć żadnych odczuć związanych z piciem rodziców. Posłuże się bezpośrednio przykładami z książki:

  • „Tak naprawdę nigdy bardzo mnie to nie dotknęło. Sporo udało mi się samemu osiągnąć”,

  • „Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli, pytajać o moje odczucia dotyczące ich picia. O co Ci chodzi?”,

  • „Nigdy nie miałem żadnych odczuć w związku z ich piciem. Po prostu tak było i koniec”.

POZIOM III – Dzięki Twojej wyjątkowej sile woli alkoholizm w Twojej rodzinie nie miał na Ciebie wpływu

Bardzo charakterystyczny jest wewnętrzny zakaz odczuwania złości, bycie ponad wszystkim. Przejmujesz pełną kontrolę nad swoim życiem, a problem picia rodziców w ogóle nie istnieje.

  • „Mój ojciec jest słaby. Ja jestem inny”,

  • „To mnie nie dotyczy. Świetnie daję sobie radę”,

  • „Nie rozumiem jak można być tak słabym i się tym przejmować”.

POZIOM IV – Zaprzeczanie na temat Twojego własnego picia

Porównujesz swój „styl” picia ze stylem rodziców, bagatelizujesz rozmiary i skutki swojego picia, bo przecież:

  • „Nie piję tak dużo jak mój ojciec”,

  • „Przecież nie chleję, tylko wypiję od czasu do czasu”

  • „Zasługuję na odpoczynek po pracy”,

A na uwagi innych ludzi, wyrażające zaniepokojenie dotyczące Twojego picia, reagujesz złością i ucinasz rozmowę.

Przerwać milczenie możesz też na wiele innych sposobów…

Możesz napisać piosenkę, wiersz, a nawet list do rodzica (którego przecież nie musisz wysyłać), w którym opiszesz swoje uczucia. Możesz też malować, rysować, rzeźbić… jak ja.

Poniższy kolaż zatytułowałam „Pożegnanie Pater Patriae”. To wynik odkrywania prawdy o alkoholizmie ojca i szkodach wyrządzonych naszej rodzinie, jak i mnie samej.

Opisy poszczególnych haseł znajdą się być może w mojej książce ; )

A jakie są Wasze doświadczenia?

kolaz.png

podpis.png

 

3 Comments

  1. Dobrze napisane i bardzo podoba mi się ten kolaż, też lubię tę formę wyrażania siebie, swoich emocji.
    A co do milczenia, to jeszcze nie poruszałam tego tematu na terapii i nawet nie przypominam sobie sytuacji z dzieciństwa z tym związanych. Tzn., milczenie było – w takim sensie, że nie rozpowiadałam wszędzie, że mój ojciec jest alkoholikiem… Ale byłam dzieckiem, nawet nie miałam pojęcia, że mój ojciec jest uzależniony, długo myślałam, że to normalne że on tyle pije. Przecież ci wszyscy jego koledzy też tyle piją. Przecież sąsiad też leżał pijany na schodach, więc tak to chyba już jest z dorosłymi.
    Jak już trochę podrosłam (początki liceum) i moje problemy (depresja, lęk społeczny, myśli samobójcze etc.) były na tyle silne, że nie dawałam sobie rady, zostałam skierowana przez pedagoga do poradni psychologicznej i tak się zaczęła moja przygoda z przerwaniem milczenia, odkrywaniem jak wydarzenia z przeszłości wpłynęły (i dalej wpływają) na moje życie. Też przed zaczęciem terapii tak „na poważnie” a nie „bo mama/pedagog tak każe” zaczęłam się interesować psychologią, czytałam dużo artykułów i książek na temat ludzkiej psychiki, depresji, dda. Na pewno pomogło mi to lepiej zrozumieć pewne rzeczy.
    Trochę się rozpisałam.
    Jeszcze muszę wspomnieć, że ten twój wycinek z dziennika bardzo mnie poruszył. Momentami czułam się jakbym czytała coś, co sama napisałam. Z jednej strony chęć pójścia na terapię, walki o siebie a z drugiej żal do rodziców, do świata, że to wszystko miało miejsce i teraz musimy sobie z tym radzić. „To ojciec powinien chodzić na terapię, nie ja.” Ech, skąd ja to znam ;).

    1. Czasami są też takie kwestie, których nie porusza się wprost na terapii, ale dzieją się tak jakby w tle. Myślę sobie, że masz już dużą świadomość tego, co oznaczało dla Ciebie picie ojca i jest to bardzo cenne. Mogłabym się podpisać pod tym co napisałaś o jego uzależnieniu. Też myślałam, że to normalne i w każdej rodzinie tak jest. W szczególności, że istnieje tak wiele stereotypów na temat alkoholizmu. Kluczowe jest natomiast nie ilość wypitego alkoholu, ale fakt, że alkoholik w ten sposób reguluje swoje emocje. Jest mu źle -> pije -> trzeźwieje -> przypomina sobie co nabroił -> jest mu źle -> pije. I tak w kółko. A rykoszetem dostaje cała rodzina. Jesteś bardzo silna! I nie przestawaj walczyć o siebie mimo chwil zwątpień! Pozdrawiam ciepło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *