(NIE)chciani goście

Jeden z moich Czytelników (jak to dumnie brzmi!) zainspirował mnie do kontynuowania tematu złości. Słusznie zwrócił uwagę, że czasem przydarzają nam się sytuacje, w których złość przybiera ogromne rozmiary, ale ze względu na inne okoliczności (np. w relacji z nauczycielem czy pracodawcą) ciężko w jakikolwiek sposób wyrazić pojawiającą się złość.

Pochwalić przede wszystkim należy, że takie rozróżnienie zostało zauważone, gdyż nie jest ono bliskie wszystkim ludziom. Są tacy, którzy bez względu na okoliczności wręcz manifestują swoją złość. Przede wszystkim nie ma jednego schematu działania. Trzeba spojrzeć, które zachowanie przyniesie Nam więcej korzyści. Nie ma co dyskutować z nauczycielem, który dyskusji nie potrafi podjąć. W podobnych sytuacjach dobrym pomysłem jest zrobienie sobie przerwy i danie sobie czasu na ochłonięcie, pójście na spacer.

Złość jednak gdzieś tam zakiełkowała, więc co z nią zrobić? By nie doszło do kumulacji lotka i niekontrolowanych wybuchów złości warto, mimo wszystko tę złość wyrazić. Nie wobec osoby, która była powiązana z tą złością (intencjonalnie nie użyłam tu słów: „była źródłem złości”, gdyż to my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje uczucia), ale w innym miejscu i o innym czasie. Wyobraźcie sobie sytuację w której musicie dojść do określonego punktu, a droga jest długa i wyczerpująca sama w sobie. Macie ze sobą koszyk i co jakiś czas zbieracie do niego kamień symbolizujący daną emocję. Z gier komputerowych kojarzę takie miejsca, gdzie można zwiększyć poziom swojej energii. Tutaj wystarczy, że w odpowiednim momencie ten kamień odłożymy. W innym przypadku uzbieramy ciężar, z którym trudno iść ciesząc się otoczeniem i nie być zmęczonym.

Każdy ma tak naprawdę swój wypracowany sposób lub może dopiero go pozna. Można uprawiać sport, sprzątać w domu i wykorzystać energię ze złości na wysiłek fizyczny. Można to połączyć ze świadomym podjęciem decyzji: „Nie chcę złościć się teraz na…, gdyż jest to dla mnie niekorzystne. Pomyślę o tym później”. Warto spotkać się z przyjacielem/przyjaciółką i o tym porozmawiać, zająć się swoją pasją. Niewiele potrzeba, by zaopiekować się swoją złością.

Na końcowym etapie psychoterapii zaczęłam posługiwać się pewną metaforą, gdyż miałam tendencję do kumulowania w sobie wielu emocji i ich tłumienia. Powiedziałam do swojej terapeutki: „Ja nie mam miejsca na trzymanie w sobie tego wszystkiego. Przecież ja tego nie zmieszczę. Zniszczę sobie płuca albo wątrobę, a tak być przecież nie może”.

Drugą z moich ulubionych metafor odnośnie podobnych sytuacji jest jazda tramwajem. Wracam do tego, kiedy mam do czynienia z jakimiś silniejszymi odczuciami. Tak jak widok za oknem znika po chwili, tak znikają emocje, które nie trwają wiecznie i słabną z każdą sekundą, jeśli ich nie karmimy.

Nie ma emocji złych i dobrych. Są emocje przyjemne i nieprzyjemne. W sumie od tego powinnam zacząć. Negatywne nastawienie do emocji to nic innego jak spadek po naszych rodzicach i innych bliskich, którzy mieli na nas wpływ. Odnośnie złości to mogły być komunikaty typu – „Schowaj nerwy do kieszeni”. Świetna podpowiedź dla dziecka, które w ogóle nie rozumie co się z nim dzieje i co ma ze sobą zrobić w momentach, kiedy dzieje mu się coś nieprzyjemnego. Ironia, którą właśnie się posłużyłam jest również przejawem złości, gdyż najbardziej na świecie nie lubię oczekiwania od dzieci zachowania dorosłych.

Dlaczego nie szanujemy swoich emocji? Kto ma to robić, jak nie my sami? Każda emocja to gość, który nas odwiedza. Jak traktujecie swoich gości? Krytykujecie ich już na samym wejściu czy raczej staracie się być wyrozumiali, nawet jeśli coś jest nie w porządku? Gość przyjdzie i pójdzie. Nie zostanie na zawsze. Jedyne co zostanie, to Wasza własna refleksja, gdy pochylicie się nad tym, co Wam się przydarzyło.

Dla mnie emocje były kiedyś nie do zniesienia. Nie rozumiałam do czego one służą. Wolałam być bez emocjonalnym manekinem, którego nic nie rusza. Tymczasem byłam i jestem wrażliwą osobą, z czego dopiero teraz ogromnie się cieszę.

Wracając jeszcze do tematu złości, warto podkreślić, że możemy też działać prewencyjnie. Warto uwzględnić takie nowinki wobec siebie samego:

  • Nie jestem Bogiem;
  • Ja jestem w porządku, Ty jesteś w porządku;
  • Jestem doskonale niedoskonały/niedoskonała (moje ulubione).

Rozchmurz się!

podpis.png

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *