czywartobycsmutnym.jpg

Czy warto być smutnym?

Kilka razy słyszałam już, że psychologowie, terapeuci i coachowie pomagają nam uciekać od smutku. Co ciekawe taka opinia została opublikowana na fanpage’u jednego z większych czasopism psychologicznych w Polsce. Nic dziwnego, że stereotypy na temat terapii mają się tak dobrze. Jak jest naprawdę?

Żadna terapia i żaden coaching nie uczyni Cię szczęśliwym

Przebycie terapii nie jest równoznaczne z „wyleczeniem” czy czymś na wzór tego. Z terapeutą można bezpiecznie przejść przez najboleśniejsze wspomnienia, zbudować nowe zdrowe wzorce postępowania, a nawet polubić siebie i innych ludzi. Tak samo coach nie zdziała cudów bez naszej własnej pracy. A jednym z kroków do „szczęścia” jest zetknięcie się z własnym smutkiem.

Zanim jeszcze odpowiemy na tytułowe pytanie, zastanówmy się czym w ogóle jest smutek.

Czym jest smutek?

Smutek to emocja. Zakazane pojęcie w słowniku większości osób z syndromem DDA… Co nie znaczy, że nieobecne. Wprost przeciwnie. Dla mnie wszelkie emocje były niewyobrażalnie duże i często stanowiące ciężar nie do podźwignięcia. Nie było miejsca na coś pomiędzy. Jako dziecko wypierałam te emocje lub się od nich odcinałam. Stosowałam więc mechanizmy obronne. Musiałam przecież jakoś przetrwać.

Z drugiej strony wiele traciłam, bo smutek zbierał się latami. Wiecie jak to jest. Trzymasz ręce w górze przez 5 minut i jest dobrze, ale trzymać tak przez cały dzień? Można powiedzieć, że smutek wylewał się ze mnie tonami. Niewiele było „powodów” do szczęścia. Jeśli akurat nic złego się nie działo, napięcie wywołane czekaniem na kolejną falę tsunami w postaci ciągów alkoholowych skutecznie uniemożliwiało mi proste cieszenie się życiem. Byłam osobą niesamowicie płaczliwą. W przedszkolu i szkole dzieciaki przezywały mnie „beksą”. Niezła etykieta, ale o tym co może zdziałać drugiemu człowiekowi, kiedy indziej. Większość przejawów mojego smutku odbywała się w samotności, a jeśli akurat nie, to padały takie hasła, jak:

  • „Czego ryczysz?”
  • „Przestań wymyślać”
  • „Daj spokój”
  • „Po co się przejmujesz?”
  • „Po co tak przeżywasz?”

Ewidentnie zatem miałam sobie ten smutek odpuścić. Zapomnieć o nim i nie komplikować sobie życia. Jestem przekonana, że i wy słyszeliście takie stwierdzenia w swoim dzieciństwie. To nie jest przypisane tylko i wyłącznie rodzinie alkoholowej. Większość dorosłych nie radzi sobie ze smutkiem dziecka. Albo wkładają go do folderu „Nieważne” (typu: „Przestań wymyślać. Nic się przecież nie stało”) albo próbują na siłę pocieszać. Nie ma w ogóle mowy o jednej prostej rzeczy: akceptacji smutku.

Jak nieświadomie uciekamy od smutku?

Do dziś pamiętam historię z udziałem mojej wówczas czteroletniej kuzynki. Chciała wejść do domu babci, ale akurat ciocia zamknęła drzwi, bo nie zauważyła, że ktoś chce wejść. Mała naciskała więc klamkę, ale drzwi się nie otwierały. W końcu udało jej się wejść, ale widocznie było to dla niej na tyle nieprzyjemne, że się popłakała. I tu zaczyna się najdziwniejsze. Dziecko siedzi i płacze, a babcia wciska mu batonika byleby tylko przestało. Byłam akurat w tym czasie w domu babci, więc podeszłam do niej, zapytałam co się stało, odłożyłyśmy batonika na bok. Opowiedziała co się stało i po chwili wszystko było w porządku, bo po prostu ktoś ją wysłuchał.

Co dzieje się ze smutkiem podczas terapii?

Świadomie bądź nieświadomie unikamy smutku. Nie należy on przecież do przyjemnych. Jednak z czym innym wiąże się to, że unikamy sytuacji, w której smutek może się pojawić, a z czym innym, kiedy ta emocja zdążyła już zaistnieć. Smutek często powiązany jest z innymi odczuciami, ale sam w sobie mówi nam, że coś jest nie w porządku, że czegoś lub kogoś nam brakuje, że nie czujemy się z czymś dobrze, coś utraciliśmy, zostaliśmy skrzywdzeni, źle potraktowani, cierpimy.

Co powie psycholog? Nie uciekaj od tego. Nie trać kontaktu z samym sobą. Przyjrzyj się temu. Płacz, jeśli tak czujesz. To nie znaczy, że jesteś słaby. Masz prawo, żeby tak się czuć.

A kiedy tak nie powie? Kiedy smutek stanie się wyuczonym sposobem na „radzenie” sobie z problemami, a nie odpowiedzią na bieżące sytuacje. Wtedy, kiedy złość będziemy zamieniać na smutek, bo przecież łatwiej go okiełznać niż narastający przypływ energii. A także w przypadkach, gdy przez to będziemy przyjmować pozycję ofiary lub cierpiętnicy. Albo cierpiętnika oczywiście. Podobnych przykładów może być jeszcze wiele.

Czy wobec tego warto być smutnym?

Tak, ale z potrzeby serca, a nie na siłę.  

podpis.png

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *