filmoterapia.png

Czy filmy mogą leczyć?

Zdarza mi się słuchać w samochodzie radia. Trafiłam na audycję nie do końca muzyczną. Panie redaktor oraz psycholog rozmawiały o tzw. filmoterapii. Muszę przyznać, że pomysł na ten artykuł wziął się z irytacji, która pojawiła się podczas słuchania wspomnianej audycji. Mam ograniczone zaufanie do psychologów czy psychoterapeutów wypowiadających się w programach radiowych czy telewizyjnych. Nie z powodu braku zaufania do nich samych, ale do dziennikarzy, którzy ze względu na ograniczony czas często skracają wypowiedzi swoich gości, a w efekcie przekaz jest zbanalizowany. Sama więc postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej. Czym jest filmoterapia? Czy naprawdę działa? Jak się za to zabrać?

CZYM JEST FILMOTERAPIA?

Zirytowałam się konkretnie z powodu odpowiedzi na pytanie: Czy filmy mogą leczyć? Pani redaktor chciała jak najszybciej usłyszeć odpowiedź twierdzącą i na tym wypowiedź psychologa miała się zakończyć. Była mowa o tym, że jak jesteśmy smutni, to możemy obejrzeć zabawną komedię i poprawić sobie humor. Kiedy należało przejść do tego, że mimo wszystko to nie rozwiąże naszych problemów, padło kolejne pytanie, którego treści już niestety nie pamiętam, i dodatek, że film może pomóc, ale „na chwilę”. Audycji możesz posłuchać w całości tutaj (jak się słucha bez muzycznych zapychaczy jest dużo lepiej z przekazem merytorycznym).

Filmy same w sobie nie mogą nikogo uleczyć. Filmoterapia wymaga interakcji filmu oraz jego odbiorcy. Jeżeli mówię o filmie, mam na myśli bohaterów i fabułę tego filmu, bo przecież to jest jego esencją. Poszukując informacji o filmoterapii, natknęłam się na stronę internetową psycholożki ze wspomnianej audycji – Martynę Harland  (www.filmoterapia.pl).

Filmoterapię można pojmować dwojako: w ujęciu klinicznym (wspomaga proces terapeutyczny) lub nieklinicznym (służy do rozwoju osobistego). Film jest też dobrym pretekstem do rozmowy z innymi na temat swoich stanów emocjonalnych. Tu znajdziecie praktyczną i przejrzystą infografikę, która przybliży Wam tematykę filmoterapii. Czasami w pracy też tworzę infografiki, więc kiedy ją zobaczyłam, oszalałam na jej punkcie. Serio, serio.

PROJEKCJA (NIE)FILMOWA

Jak to jest, że to, co dzieje się na ekranie może nas tak bardzo dosięgnąć? Pojawia się tu mechanizm psychologiczny: projekcja. W słowniku psychologicznym Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w  teoriach psychodynamicznych jest to: „proces nieświadomego przypisywania własnych przekonań, wartości lub innych procesów subiektywnych innym (…).  Postrzeganie zdarzeń i bodźców z otoczenia (zwłaszcza tych niejednoznacznych) pod kątem własnych oczekiwań, potrzeb, dążeń itd.). Przypisywanie innym własnych błędów i wad” ( Reber A., Słownik psychologii (s. 553),   Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2000; Szewczuk W., Słownik psychologiczny (s. 228). Wyd. Wiedza Powszechna, Warszawa 1985).  Szersze rozumienie zakłada odniesienie nie tylko do negatywnych stanów czy zdarzeń, ale także do tych, które ocenilibyśmy jako neutralne czy nawet pozytywne.

PROJEKCJA JAKO MECHANIZM OBRONNY

Autorem pojęcia „projekcja” jest znany austriacki lekarz, którego możecie kojarzyć też z takimi pojęciami jak: ego, świadomość i podświadomość (współcześnie: nieświadomość). Mowa o Zygmuncie Freudzie – twórcy psychoanalizy. Mimo jego kontrowersyjnych tez, projekcja na stałe weszła do słowników psychologów.

Mechanizm obronny służy do obrony własnego JA nie tylko przed zagrożeniami pochodzącymi z zewnątrz, ale także tymi, których sami jesteśmy twórcami. Wśród mechanizmów obronnych można wymienić np. koloryzowanie, zaprzeczanie, wyparcie, intelektualizowanie. Projekcja jako mechanizm obronny polega na przeniesieniu nieakceptowanych i nieuświadamianych odczuć na inną osobę. Bardzo dobrze zostało to wyjaśnione tutaj. Najbardziej obrazowy przykład dotyczy sytuacji, w której sami czujemy zdenerwowanie i uznajemy, że to druga strona się złości.

Projekcja jest trudna do rozgryzienia, bo przecież założenia ma dotyczyć emocji nieuświadamianych i nieakceptowanych, których nie chcemy wnosić na wierzchołek góry lodowej. Dlatego dobrym pomysłem może być aktywne obejrzenie filmu. Dzięki temu w bezpiecznych warunkach będziemy mogli spotkać się z maskowanymi dotąd emocjami. Dotyczy to nie tylko uczuć zaliczanych do nieprzyjemnych (smutek, złość, poczucie straty, frustracja), ale też tych przyjemnych, jeśli na co dzień czujemy się poważni i spięci.

JAK SIĘ ZA TO ZABRAĆ?

Ja podczas oglądania filmu przeważnie staram się wczuć w sytuację głównego bohatera lub tę postać, którą akurat sobie upatrzyłam. Dzieje się tak, ponieważ jestem empatyczna i dopada mnie to nawet w takich sytuacjach.  Film może przynieść okazję do zmiany perspektywy: przyjrzenia się sobie siedzącemu obok. To może nieco uśpić czujność naszych mechanizmów obronnych i dopuścić do głosu to, co do tej pory było kumulowane. Jest jednak pewien warunek: musimy zadać sobie odpowiednie pytania np. która postać wzbudza u Ciebie nieprzyjemne uczucia? Co Cię szczególnie poruszyło? Które sceny sprawiały, że odwracałeś wzrok od ekranu? Co Cię najbardziej zainteresowało?

Te i podobne pytania znajdziecie w treningu filmoterapeutycznym opracowanym przez Martynę Harland – wspomnianą psycholożkę i dziennikarkę. Służy on do pracy nad własną inteligencją emocjonalną. Jest to ciekawa opcja na samopoznanie, a to jest zawsze na plus. Znajdziecie go na www.filmoterapia.pl

FILM, KTÓRY MNIE NAJBARDZIEJ PORUSZYŁ

Był kiedyś taki film, który poruszył mnie do łez… No dobra, w moim przypadku nie jest to sytuacja wyjątkowa.

Nadzwyczajne było natomiast to, że poruszył mnie w kontekście terapeutycznym. W trakcie terapii moje emocje zaczynały widzieć światło dzienne, bo w końcu zaczęłam dopuszczać je do siebie. Na początku było dużo złości i braku akceptacji wobec tego co się stało z moją rodziną. Potem zaczęło się pojawiać dużo żalu i smutku. Może nawet rozgoryczenia. Dużo siedziałam w książkach i próbowałam się jakoś ogarnąć, ale od czasu do czasu oglądałam filmy. Nie wiem już jak trafiłam na ten film.

„Pamiętam najwyraziściej jak byłem mały, że się zawsze bałem. Za każdym razem jak wracałeś pijany, to się bałem, że coś się stanie. Bo to jakby przychodził ktoś obcy do domu, nie? Nie wiadomo kto (…). Taki strach. Non stop strach. Nie wiedziałem kompletnie… Strasznie się bałem wracać do domu. I  w ogóle jak najdalej chciałem uciekać i nie wracać”.

Cytat pochodzi z filmu  „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”  Marka Koterskiego.

Mogłabym się podpisać pod tymi słowami. I to był jeden z tych momentów głębokiego odczuwania żalu i krzywdy z powodu strat i ran zadanych w dzieciństwie. Lubię tego rodzaju kino. Nie jest to przyjemne, ale jest to szansa na ograniczone w czasie odczuwanie tego, co na co dzień chcemy jak najdalej od siebie odsunąć. Jest to oczyszczające.

 

Kadr z filmu „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” w reż. Marka Koterskiego (2006)

Ten film to też wspaniały obraz alkoholizmu, jak również tego wielopokoleniowego. Jego mechanizmów. Pokazuje co dzieje się z uzależnionym i jego rodziną. Nie będę zdradzać szczegółów. Być może będziecie chcieli go obejrzeć.

podpis.png

 

 

P.S. Jaki jest Twój ulubiony film?

 

3 Comments

  1. Ciekawy artykuł. Nie raz termin filmoterapii obił mi się o uszy, jednak nigdy się bardziej w to nie zagłębiałam, więc dobrze było wreszcie się dowiedzieć czym ta filmoterapia w ogóle jest. To niesamowite, jak oglądając coś potrafimy wczuć się w to, co czują dane postaci ale też przypominają nam się własne, podobne przeżycia. Nie raz przechodziłam katharsis oglądając filmy – szczere mówiąc jest to dla mnie najłatwiejsza droga do otworzenia się na swoje emocje, do pozwolenia sobie na przeżywanie smutku, bólu.
    Co do filmu o którym wspomniałaś – jest naładowany tak wieloma emocjami, na niektórych scenach miałam ochotę się śmiać, by za chwilę ujrzeć tragizm całej sytuacji. Śmiech jest też dobrą przykrywką bólu; sposób w jaki był zrobiony ten film mistrzowsko to odzwierciedla.
    A ulubione filmy często mi się zmieniają. Na pewno moimi ulubionymi będą te, w których będę mogła identyfikować się z jakąś postacią i oglądanie których wywoła we mnie silne emocje :). Myślę, że mając zły nastrój, właśnie oglądanie smutnych filmów może pomóc bardziej niż oglądanie komedii.
    Pozdrawiam!

  2. Nie wiem, jaki jest mój ulubiony film, ale wiem, kilka filmów mi pomogło. Po obejrzeniu tego zdałem sobie sprawę, że miałem żal do ojca i czemu miałem do niego żal. Poza tym zobaczyłem siebie samego i czego naprawdę chcę.Obejrzyjcie, polecam.
    http://www.cda.pl/video/63543c1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *